Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 255 107 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


.

czwartek, 28 stycznia 2010 12:06



http://http://nauboczu.blogspot.com/ - tutaj teraz jestem! Zapraszam!




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

dosyć tego dobrego

sobota, 23 stycznia 2010 14:09
Zajrzałam tu dzisiaj rano i oniemiałam. Czy i Wy widzicie to, co ja?! Paskudną reklamę jakiegoś odchudzania, z obrzydliwym zdjęciem. No, nie, za wiele tego dobrego. WSZYSTKO MA SWOJE GRANICE. Moim zdaniem, nic nie usprawiedliwia takiego braku smaku, taktu i wyczucia. Owszem, kiedy kiedyś zaprotestowałam w liście do WP przeciw reklamom na blogach, odpisano mi, że przecież przewiduje to regulamin. Ale tego już nie zdzierżę. Wszystko można, ale nie wszystko przynosi korzyść, jak słusznie zauważył św. Paweł.
Dlatego niniejszym kończę swoje pisanie tutaj. Może znajdę czas i przeniosę się na inny, bardziej normalny portal. Dam znać w tym miejscu o nowym adresie.
Przepraszam wszystkich Miłych i Wiernych Czytelników. Wybaczcie, ale to głównie o Was chodzi  - ja sama mam filtr na reklamy założony na komputer i mogę sobie je szybko usunąć. No, i ja też źle się czuję z obscenicznym niemalże zdjęciem nad głową.
Dziękuję Wam wszystkim za ponad dwa lata tego bloga.
Mam nadzieję, że do zobaczenia wkrótce!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

hej

czwartek, 21 stycznia 2010 13:07
To nieładnie, wiem, trzymać tak czytelnika długo w napięciu, pozostawiwszy go z enigmatyczną notką o szykujących się zmianach... Więc nadrabiam i piszę do Was w to mrożne i snieżne wczesne popołudnie. Jeszcze nie chodzę do pracy, zacznę dopiero od lutego, a będę pracować w bibliotece, bliziutko, na Ursynowie. Myślę, że miejsce to dostarczy mi wielu tematów na bloga i generalnie jestem raczej dobrej myśli.
Tymczasem szykująca się zmiana przyczyniła się do refleksji natury egzystencjalnej, które zaczęły mnie nachodzić. Mogę powiedzieć, że rzeczy, które zdążyłam już dzięki temu przemyśleć, są dużej wagi i jest to już pierwszy efekt mojego "wyjścia do pracy". Przepracowuję natomiast jeszcze ciągle (i na razie idzie to opornie) syndrom pt. "jestem niezbędna w domu". Czas przestać się tu już tak panoszyć, przeciąć krótką smycz w głowie i dać swoim bliskim trochę odetchnąć.
Ogarnęła mnie ostatnio jakas atawistyczna mania porządkowania i zamykania spraw, zupełnie, jak, nie przymierzając, miałam przed porodem, czy którymś z wielkich wyjazdów. Na fali tej energii np. wysprzątałam i umyłam lodówkę (do czego nie mogłam się zmusić nie powiem od jak dawna), odwiedziłam dentystę, itp.
Pewnym minusem nowej sytuacji jest brak wakacji. Będę miała tylko - co za okropne słowo - URLOP. No, i nici z zaplanowanych ferii zimowych (a miało być tak fajnie). Okres niepracowania był cudowny własnie ze względu na całkowitą swobodę w planowaniu wyjazdów. I w ogóle, był to bardzo twórczy czas. Lecz w miarę, jak dzieci dorastały i główną moją funkcją bylo dowożenie i odwożenie ich ze szkoły, bycie w domu straciło wiele ze swojego uroku. To już nie była ciepła śniegowa norka, dzieciństwo podarowane tak naprawdę mnie samej na konto dawnych deficytów. Przyszedł czas i na mnie.
A teraz trzeba się sprężyć i popracować nad domową logistyką. Dla przykładu, co się u nas dzieje w tym i następnym tygodniu, oprócz szkoły, przedszkola i nieprzewidzianych zdarzeń:
- Dzień Babci w szkole. Występ Dorotki.
- Dzień Babci w przedszkolu. Występ Hani. (w obu przypadkach dowieźć artystki na miejsce i zapewnić obecność na widowni)
- Bal w przedszkolu (załatwić strój królewny, nowa wstążka do welonu z pasmanterii...)
- Bal w szkole (korona dla książniczki)
- Występy artystyczne Dorotki (dzisiaj jeden, w następną środę dwa, albo trzy. Dowieźć na miejsce, zapewnić strój galowy - czy mamy jeszcze na pokładzie białe rajstopy?!)
- urodziny - piąte! - Hani. (Tort, świeczki, prezenty)
- kinderbal urodzinowy Hani (zaplanować zabawy, kupic fanty, upiec znowu tort...)
- spotkanie grupy Dorotki (w tym samym czasie, co kinderbal - a Tomek wyjeżdża na trzy dni)
- wizyta u dentysty (w tym samym czasie, co zajęcia Dorotki, a Tomka nadal nie ma)
- imieniny Tomka (...)
 I tak dalej.
 
 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

dalej śnieżnie, coraz bardziej

środa, 13 stycznia 2010 14:24



Na niebie pojawił się dzisiaj kawał optymistycznego błękitu, nie muszę opisywać, jak bajecznie wyglądają w słońcu te czapy śniegowe na świerkach, bo pewnie większość z Was również ma takie widoki przed oczami. Do mniej przyjemnych aspektów zimy należy, natomiast, półgodzinne odśnieżanie i skrobanie z lodu samochodu (na szczęście, na codzień obywamy się bez, ale raz trzeba było), a potem wyjeżdżanie z parkingu, lawirując między półmetrowymi koleinami w śniegu, którego nikt nie odwalił. Wymęczony silnik kwiczy jak zarzynane prosię, koła się ślizgają i zakopują coraz głębiej. I jeszcze przychodzi dozorczyni sąsiedniego bloku i krzyczy, że śnieg z naszego samochodu spadł na JEJ chodnik. Bohatersko odśnieżony właśnie. Ciekawe, gdzie go zrzucać w takim razie, na teren spółdzielni, czy gminy? Kto się poczuwa?
A poza tym, szykuje się u mnie zmiana. Idę do pracy. Własnie załatwiam potrzebne formalności i prawdopodobnie od przyszłego tygodnia zacznie się to, na co czekałam, ale czego się również trochę obawiam. Jak teraz będzie na naszym uboczu, gdy zniknę z domu na tyle godzin? Wszyscy w domu będą się musieli przestawić, nie tylko ja.
Ciekawe, czy znajdę przy tym wszystkim czas na bloga?
I w ogóle, jak to będzie?
???

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

po sobocie

niedziela, 10 stycznia 2010 10:29
Po wczorajszym dniu, który okazał się nadspodziewanie trudny i wyczerpujący, zasnęłam z bólem głowy, przytępionym nieco przez panadol. A zapowiadało się niewinnie. Na sobotę zaplanowaliśmy, mianowicie, przeprowadzkę w pokojach dziewczynek. W układzie jaki mamy (dwie sypalnie - trzy dziewczynki) tylko jedna z córek może mieć sama pokój. Dotychczas miała go Dorotka i fakt ten tłumaczył się sam, póki była jedynym dzieckiem szkolnym. Od niedawna proporcja szkolno - przedszkolna zmieniła się zasadniczo, Janeczka coraz częściej przebąkiwała coś na temat własnego kąta, uznaliśmy więc, że jedynym sensownym i SPRAWIEDLIWYM (dla dzieci słowo arcyważne) rozwązaniem będzie czasowa zamiana lokatorek. Dorotka usłyszała więc, ża za jakiś czas przyjdzie jej pomieszkać z Hanią. Ponieważ jest osobą z inicjatywą, która nie lubi być zaskakiwana i chętnie bywa sprężyną wydarzeń, niespodziewanie zaproponowała już teraz zamianę. Przez kilka dni wszystkie trzy czekały z rosnącą niecierpliwością na sobotę (dzień, w którym tatuś ma czas, by nosić biurka i przywiercać regały do ściany). I chyba to oczekiwanie tak je podminowało. Wczoraj wstaliśmy oboje z T. w świetnych humorach, z których po chwili nie zostało ani śladu. Ot, zwykły repertuar spazmów, szlochów, dąsów, jakchś tajemnych, sekretnych planów naszych pociech, o których nie wiedział nikt, ale przecież powinien się domyślić, do licha, co jedna panna miała na mysli! Brodząc po kostki w książkach i zabawkach, zgrzytaliśmy i my zębami ze złości, ale co tam nasze emocje w porównaniu do dziewczyńskich. Po zakończonej akcji mieliśmy w jednym pokoju zapłakaną, obrażoną Janeczkę, a w drugim zdezorientowaną Hanię i nachmurzoną Dyrekcję Generalną Przeprowadzki. Istna Klinika Leczenia Obrażeń, jak przeczytałam niedawno na recepcie, którą mi wypisał znajomy lekarz ze szpitala.
A potem jeszcze na osłodę kolejny tekst o Chopinie do napisania, myślę, sobie, że to chyba za karę. Bo w swoim czasie na studiach nie przykładałam się za bardzo do tej postaci, a nawet, tylko nie mówcie nikomu, ominęło mnie pewne trudne zaliczenie słuchowe. To z powodu urlopu dziekańskiego - gdy wyjechałam, mój rok je zaliczał, gdy wróciłam, okazało się, że nowy rocznik, na który spadłam, już miał to zaliczone przedtem. I nikt się nie zorientował.
Więc teraz słucham Chopina wielokrotnie i na różne sposoby, może niedługo dojdę do poziomu, który pozwoliłby mi zaliczyć słuchawkę.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

śnieżnie i słonecznie, czego chcieć więcej

wtorek, 05 stycznia 2010 14:37
Mija kolejny dzień i nic nie usprawiedliwia już więcej mojego niekronikarskiego zgoła milczenia. Święta minęły, wróciliśmy z gór, zaczął się zwykły pracowity czas.
Na początek parę fotografii z naszego wyjazdu w Beskid Niski:





(Piękna cerkiew we wsi Kotań. W środku, niestety, ogołocona z ikonostasu, ale nadal bardzo ładna).



(Cerkiew we wsi Olchowiec, na fotografii widać też zabytkowy mostek kamienny. Cerkiew ślicznie odnowiona, w okienkach witrażowe szybki, drewno ścian ma złoty kolor)









(melancholijny krajobraz okolic Olchowca)


(dzieci nasze - a było ich razem pięcioro - ustawiają figurki w szopce przy ołtarzu, cerkiew w Kotani)

Zawsze sobie myślę przy okazji różnych wyjazdów, co tu Wam potem napisać, w głowie mam gotowe pomysły, z których jednak nie zostaje mi wiele w głowie, gdy siadam przy komputerze. Coś jest w tych podróżach, czego nie da się tak, po prostu, przekazać słowem. Zwłaszcza, gdy wyjeżdża się w ciche i spokojne miejsce, z dala od wszystkiego i człowiek zaczyna powoli słyszeć siebie. I rozmawiać z ludźmi, wreszcie nie w pośpiechu. Bardzo mi tam było dobrze, do dzisiaj nie mogę jeszcze odespać przegadanych z Karinką wieczorów. Ogromnie cenię takie chwile. Cieszę się na nastepne, kiedykolwiek będą!
 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Boże Narodzenie

piątek, 25 grudnia 2009 22:34
Wszystkim tu zagladającym, moim przyjaciołom oraz Tym, których nie znam osobiście (lecz kiedyś, być może, poznam jednak...), zatem, wszystkim Wam życzę



Błogosławionych świąt
Bożego Narodzenia!

I radosnego świętowania,obfitego i spokojnego.
Do następnego naszego spotkania!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

;-/

niedziela, 20 grudnia 2009 22:11
Nastrój ciut lepszy mam, chociaż ciągle towarzyszy mi  sporo emocji, czasem wydaje mi się, że ja się, po prostu, nie nadaję do normalnego funkcjonowania.Na pociechę zima piękna za oknem, jak w bajce. Byliśmy dzisiaj u rodziców Tomka, by razem dekorować torty i lepić uszka do barszczu. Fajnie było, bo dziewczyny całkiem serio przyłożyły się do tej pracy. Złapałam się na myśli, że gdyby nie to wspólne lepienie, to u nas w domu pewna zosia samosia nikogo by do tej misternej pracy nie dopuściła, tylko sama pracowicie wylepiała te precjoza kosztem snu nocnego. Dobrze więc, że Tomek wpadł na taki pomysł, przekonałam się przy okazji, że nawet Hania jest w stanie uszka ulepić.
Jest już nowy piekarnik i, o zgrozo, zupełnie inny, niż poprzedni. Przeskoczyliśmy o jedną generację jeśli chodzi o postęp technologiczny, bo kuchenka ma nawet (!) kilka programów. Wszystko pięknie, ale wiadomo każdemu, kto piecze ciasta, że cały wic w tym, by znać swój piekarnik. Znać jak własne sumienie, wyczuwać intuicyjnie, chwytać w lot. Bo inaczej - klapa. I, niestety, pierwsze eksperymenty wypadły mi oto na okres przygotowań świątecznych, kiedy wpadki sa bardziej niż nigdy niewskazane. Rezultat już jeden opłakałam wczoraj. Trudno, uczymy się dalej.
W przerwach między gotowaniem i opłakiwaniem pracowicie dłubię w koralikach i srebrze - dostałam spore zamówienie na biżuterię, więc się staram. Czasu brak, a ja się w tym nie lubię spieszyć.
A wczoraj jeszcze byliśmy w jednym z ursynowskich domów kultury na świątecznym spotkaniu dla dzieci zorganizowanym przy współudziale Stowarzyszenia Odpowiedzialni (www.odpowiedzialni.com). Zaprosiła nas tam dyrektorka przedszkola Hani, jako wielodzietną rodzinę (!). Jadąc, nie spodziewałam się niczego porażającego, tymczasem wyszłam z paroma ważnymi refleksjami. Jak to się dzieje, że jest ciągle jeszcze TYLU ludzi, którym się coś chce robić dla innych, ZA DARMO? Było tam mnóstwo wolontariuszy, dzieci otrzymały prezenty - każde dziecko odpowiednio do płci i wieku. I to nie byle jakie prezenty, ale mądre i obfite. Ktoś to musiał wyszukać, wybrać, kupić, przewieźć, zapakować. Było też przedstawienie jasełkowe - grali w nim także wolontariusze. I był to spektakl o Bożym Narodzeniu, bardzo biblijny, chociaż, oczywiście, prosty i dopasowany do młodego wieku odbiorców. W świecie, w którym, jak pisała Ania z USA, nie wypada już nawet wspominać o Bożym Narodzeniu, a dzieci mają tylko dyplomatycznie i politycznie poprawne ferie zimowe, by nie urazić nikogo, ... otóż, w takim świecie w pełni można docenić bezpośredniość i odwagę - tak!  - takiego przekazu.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

:-(

wtorek, 15 grudnia 2009 21:08
Dzisiejszy dzień upłynął mi wśród wielkich i trudnych emocji. Smutno mi i mam ochotę popłakać. Przybija mnie zimno na dworze, do którego nie mogę się przyzwyczaić. Na dodatek tłumacz mojego tekstu zadzwonił do mnie już po raz piąty z kolejnymi uwagami, zupełnie, jakby był redaktorem. Z tej rozmowy w obecnym stanie ducha mogę wyciągnąć tylko taki wniosek, że nie potrafię sklecić sensownie dwóch słów po polsku. Może on jest mizoginem i uważa, że kobieta, która ma dzieci, powinna zajmować się wyłącznie domem, a nie pisaniem?
Na szczęście, jutro też jest dzień, jak mawiała Scarlett O'hara. Pomyślę o tym jutro. A tymczasem nie psuję już więcej radosnego nastroju przedświątecznego w sieci i rozłączam się. Logout. 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

w piątek bardzo szary i już prawie zimowy

piątek, 11 grudnia 2009 16:31
A tutaj znowu link do posłuchania. Hebrajska wersja "Naszej klasy" Kaczmarskiego, nieco zaskakująca, ale mnie się podoba. Dzisiaj Noam Rotem ma to zaśpiewać na Chłodnej 25 (niestety, nie wybieram się).




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  30 847  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 30847

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl